Najczęściej szyję gdy szybko potrzebuję mieć coś przydatnego. W tym roku zdecydowanie najwięcej nici zużyłam do robienia maseczek. Ile ich uszyłam? Straciłam rachubę ale na pewno kilkadziesiąt. Na początku pandemii potrzeba była tak pilna, że zupełnie nie pomyślałam o zrobieniu zdjęć moich uszytków. Teraz uszyłam ostatnią partię maseczek (mam nadzieję) bo wciąż są potrzebne i dla wprowadzenia odrobiny zimowego klimatu.
Maseczki, które uszyłam trafiły do różnych ludzi. Części z nich nie znam, a z innymi nie mam już kontaktu.
Jesteśmy teraz w bardzo nowej i dziwnej rzeczywistości. Każdego dnia podejmujemy ważne decyzje, bez możliwości przewidzenia co wydarzy się jutro ale z nadzieją, że pandemia skończy się jak najszybciej. Kiedy pandemia się skończy maseczki, które uszyłam dla siebie schowam w pudełku w szafie jako swego rodzaju talizman. Licząc na to, że będą niepotrzebnie zajmować miejsce.


